Jako że moją matczyną uczelnią jest Katolicki Uniwersytet Lubelski od trzech lat doświadczam dorobku wiedzy akademickiej również pod kątem religijnym. Jak to bywa w życiu, dorobek bez cienia wątpliwości wielki, słuszny, cenny i warty poznania, znajduje wśród swojej wspaniałości wiedzę zdecydowanie niższych… powiedziałbym nawet podziemnych lotów. Jak się wydaję właśnie taką podróż do wnętrza ziemi zaliczyłem na dzisiejszych zajęciach gdzie wykładowca łaskawy był poruszyć tematy aborcji, antykoncepcji, oraz eutanazji oczywiście. Tak dokładnie zgadliście – dokładnie tymi poglądami zostałem dzisiaj uraczony. Wśród wielu jakże cennych informacji o tym, że początkiem cywilizacji śmierci jest antykoncepcja, że eutanazja jest zemstą młodego pokolenia za aborcję (no bo młody sobie myśli: kurde jak moi starzy ciągle dokonywali aborcji i tylko mi się udało umknąć to ja się teraz zemszczę i ich uśmiercę – logiczne), najcenniejszym była teza, że homoseksualizm powodowany jest, oprócz czynników socjalizacyjnych, m.in. dietą.

Poruszony tą jakże wstrząsającą informacją nie mogłem postąpić inaczej, jak przestrzec szanowną brać internetową przed potrawami, mogącymi z nas zrobić te podłe geje/lesbijki. Oto więc na początku należy stwierdzić, że każdy kto chce zostać przy swojej orientacji musi bezwzględnie unikać potraw posiadających długość większą niż 10 cm – marchewki, ogórki, bakłażany, rabarbar a w szczególności parówki! Gdy zaczynają nam za bardzo smakować parówki, to już jest źle. Ponadto, w szczególności na śniadanie należy unikać jajek – a jeśli już musimy się uraczyć tą potrawą, to tylko i wyłącznie jajecznica i nie z DWÓCH jajek. Pieczywo również podlega restrykcjom; bagietki, parówki francuskie zwane potocznie paryżankami należy jednoznacznie wyrzucić z jadłospisu. Z mięs delektować się możemy tylko zwierzyną płci żeńskiej – kurczaczki, kaczuszki, ryby, broń Boże dziki, jelenie. O koninie chyba nie muszę wspominać. Niewymienione potrawy okrasić możemy napojami wszelkiej maści, wyłączywszy te o smaku banana, a także kiwi. Na deser powinniśmy unikać wypieków z bitą śmietaną, a także, podobnie jak w przypadku warzyw, ciast o podłużnym kształcie, większym niż 10 cm.

Gdy już się najemy do syta, chcąc uniknąć odkładania się niepotrzebnego tłuszczyku (co mogłoby fatalnie wpłynąć na nasze powodzenie u płci PRZECIWNEJ na plaży) zalecam wysiłek fizyczny… naturalnie poza jazdą na rowerze.

Ktoś mądry kiedyś powiedział: świat dzieli się na mądrych, głupich i półgłówków - ci ostatni są najgroźniejsi. Zdanie to przypomniało mi się, gdy przeglądając partię “moich” stron internetowych natrafiłem na dyskusję, w gruncie rzeczy nieciekawą ale jakże dającą mi do myślenia. Rozpoczął ją pewien ONR-owiec zdjęciem z demonstracji we Wrocławiu gdzie antyfaszyści kopią leżącego nacjonalistę. Twórca tematu zasugerował, że tak zachowuje się cały “euroland” proeuropejczycy i gejostwo. Pomijam już kwestię tego kto miał rację, bardzo mi odpowiada zdanie jakie padło w tej dyskusji że wprawdzie temu nacjonaliście się należało, ale sprawcy jak najszybciej powinni trafić za kratki na długo - bo tego wymaga prawo i na tym zakończmy dyskusję o tym wątku.

To co mnie zaintrygowało wiąże się z nieco wyższym poziomem -  że mamy demokracje i w jej ramach funkcjonować mogą takie lub inne organizacje - ok. Istnienie zarówno ugrupowań skrajnie nacjonalistycznych, jak i antynacjonalistycznych nie jest niczym dziwnym, tylko dlaczego te dwa obozy w toku publicznej dyskusji wzajemnie napędzają koło absurdu? Przykładowo - ONR-owiec zacznie rozmowę o tym jaka to Unia jest be i fe i że województwo z nas zrobi, na to odzywa się antynacjonalista, wytaczający swoje skrajne argumenty, ONR odpowiada kolejnymi itd. itd. W pewnym momencie okazuje się że i jeden i drugi wydał z siebie nic innego jak utopijny bełkot będący raczej pobożnymi życzeniami niż realną i trzeźwą oceną. Właśnie w tym momencie celne jest zdanie z początku posta - jeśli chodzi o grupy anty i pro europejskich (albo anty i pronacjonalistycznych - jak kto woli) to z całą pewnością posiadają oni swoje racje, argumenty i to takie, które nie dość że mogą być trafne to jeszcze istotnie coś wnieść do dyskursu publicznego. Niestety są to dwa skrajne bieguny zaś między nimi znajduje się cała masa wspomnianych “półgłówków”. Coś tam usłyszeli, coś tam im wmówiono, gdzieś tam ktoś coś powiedział i w związku z tym są już ekspertami i wiedzą lepiej od wszystkich wokół. Nie dadzą sobie nic wmówić bo ich racja jest bardziejsza niż bardziejsze racje przeciwnika - a skoro tak jest to trzeba zgnoić tego przeciwnika, żeby się nie okazało, że jego bardziejsza racja jest bardziej bardziesza od naszej bardziejszej racji. Efekt? Bluzgi, wyzwiska, chamowate okrzyki, których treści autorzy nawet nie rozumieją (lub w najlepszym wypadku nie do końca rozumieją). Szkoda bo wszystko to wygląda tak jakby dwójka wariatów się spotkała i dyskutowali o kanciastości kuli. Taka sytuacja jest tym bardziej denerwująca, że ci ludzie leczą swoje chore ego w internecie, włączając się do każdej dyskusji gdzie tylko się da. Ludzie którzy nie mają “jedynie słusznych poglądów” natychmiast są obrzucani bluzgami i całą debatę szlag trafił - tylko dziękować niebiosom że istnieje jeszcze na forach instytucja moderatora, ale to i tak nie zmienia faktu, że gdy taki trol się pojawi to magię polemiki zniszczy.

Pozostaje mieć tylko nadzieje że rzeczywistość szybko przywróci do porządku jednych i drugich, gdy zamiast latać wzajemnie się prać, będzie trzeba martwić się o opłacenie czynszu